Nowa generacja Superchargerów Tesli oficjalnie przekroczyła Atlantyk

Nowa generacja Superchargerów Tesli oficjalnie przekroczyła Atlantyk

To nie jest kolejna informacja o tym, że Tesla postawiła nowe ładowarki. To moment, który pokazuje, w jakim kierunku zmierza cała europejska infrastruktura ładowania. Na szczęście… bo w końcu nasze auta będą przyjmować coraz większe moce ładowania. I to nie jest już kwestia lat, to już kwestia miesięcy.

Norwegia jako pierwsza otrzymała w pełni funkcjonalny Supercharger V4 z nowymi szafami zasilającymi oferującymi moc do 500 kW. Przez ostatnie miesiące Europa widziała już charakterystyczne biało-czarne słupki V4, ale za elegancką obudową nadal pracowała elektronika znana z generacji V3. Efekt? Wyglądały nowocześnie, lecz realnie oferowały maksymalnie około 250 kW. Teraz sytuacja wreszcie się zmienia.

Nowe zasilanie i elektronika robią robotę

To rozróżnienie jest znacznie ważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Wielu kierowców zakładało, że skoro na stacji stoi słupek V4, to korzystają już z najnowszej technologii Tesli. W rzeczywistości brakowało najważniejszego elementu całej układanki – nowych szaf zasilających stacje. Dopiero one tworzą to, co można nazwać “prawdziwym V4”.

Pierwsza taka lokalizacja powstała w Hellerudsletta pod Oslo. Do dyspozycji kierowców oddano 28 stanowisk, wyposażonych już nie tylko w nowe stacje, ale również całkowicie nową architekturę energetyczną. Stacja jest otwarta zarówno dla samochodów Tesli, jak i pojazdów innych producentów korzystających z europejskiego standardu CCS.

Ale wiecie co? Te 500 kW nie jest dziś rewolucją dla właścicieli Tesli.

Większość europejskich modeli Tesli i tak nie wykorzysta tak wysokiej mocy ładowania. Model 3, Model Y czy Model S pozostają samochodami opartymi na architekturze 400 V i ich maksymalne możliwości są znacznie niższe. Nawet gdy podłączymy je do najnowocześniejszego Superchargera świata, fizyki nie da się oszukać. 250 kW to MAX!

Dlaczego więc Tesla inwestuje w 500 kW?

Bo od kilku lat przestała budować sieć wyłącznie dla własnych samochodów.

To już biznes infrastrukturalny.

Na europejskich drogach pojawia się coraz więcej modeli korzystających z architektury 800 V. Porsche, Hyundai, Kia, Lucid, część modeli Grupy Volkswagen, XPENG, Zeekr czy kolejne chińskie konstrukcje, coraz częściej potrafią przyjmować ponad 300 czy 400 kW, a w niektórych przypadkach nawet więcej. Dotychczas na stacjach Tesli nie mogły w pełni rozwinąć skrzydeł. Nowa infrastruktura ma to zmienić.

To pokazuje bardzo ciekawą ewolucję samej Tesli

Jeszcze kilka lat temu Supercharger był przewagą konkurencyjną producenta samochodów. Dziś staje się usługą infrastrukturalną, która ma zarabiać również na klientach konkurencji. Im więcej marek będzie mogło ładować się szybko i bez ograniczeń, tym większe wykorzystanie całej sieci.

Nieprzypadkowo nowe szafy V4 obsługują jednocześnie aż osiem stanowisk ładowania. Oznacza to mniej urządzeń, prostszą budowę i niższe koszty całej inwestycji. Tesla od dawna próbuje upraszczać wszystko, co tylko się da – od produkcji samochodów po budowę fabryk. Teraz tę samą filozofię przenosi do infrastruktury ładowania. Według informacji przekazywanych przez przedstawicieli firmy, nowe rozwiązanie znacząco ogranicza koszty budowy pojedynczych stanowisk oraz upraszcza ich wdrażanie.

Co ciekawe, ten ruch zbiega się z kolejną zmianą

Kilka tygodni temu Tesla rozpoczęła wdrażanie w Europie prefabrykowanych stacji Folding Unit Supercharger. Zamiast budować każdą lokalizację od podstaw, coraz większa część infrastruktury powstaje fabrycznie, jako gotowy moduł, który po dostarczeniu na miejsce wystarczy rozłożyć i podłączyć. Dla kierowców to niemal niewidoczna zmiana. Dla firmy oznacza jednak, krótszy czas realizacji inwestycji, mniejsze koszty i szybszą rozbudowę sieci.

Oczywiście warto zachować odrobinę chłodnej głowy

500 kW wygląda imponująco na papierze, ale sama liczba nie ładuje samochodu. Rzeczywista moc zależy od temperatury akumulatora, poziomu naładowania, chemii ogniw i możliwości konkretnego modelu. Nawet auta zdolne przyjąć ponad 300 kW, utrzymują takie wartości zwykle przez stosunkowo krótki fragment sesji ładowania. To od dawna największy paradoks rynku elektromobilności – marketing uwielbia mówić o szczytowej mocy, podczas gdy kierowcę bardziej interesuje średnia moc przez całe ładowanie. Krzywa ładowania musi być jak najmniej krzywą – taki paradoks:). Wtedy auto naładuje się szybko.

Mimo to trudno nie odnieść wrażenia, że Tesla ponownie wykonuje ruch wyprzedzający

Tak było z siecią Supercharger ponad dekadę temu. Tak było z otwieraniem stacji dla innych marek. Teraz podobny scenariusz obserwujemy przy przejściu na architekturę gotową na samochody kolejnej generacji.

Czy 500 kW szybko stanie się standardem w całej Europie? Zapewne nie. Przed Teslą pozostają tysiące istniejących lokalizacji, które będą wymagały modernizacji. To proces rozłożony na lata, a nie miesiące. Jednak pierwszy krok został wykonany.

Nieprzypadkowo właśnie w Norwegii – czyli jak zwykle:)

Moc 500 kW… ale zobaczcie na te ceny?😉 Poza szczytem zaledwie 0,80 zł za 1 kWh. W szczycie 2,17 zł.

To rynek, który od lat pełni rolę laboratorium elektromobilności. Tam nowe technologie pojawiają się najwcześniej, tam najłatwiej sprawdzić ich działanie w praktyce i tam najwięcej można nauczyć się przed wdrożeniem na większą skalę.

Dla Polski ta informacja również ma znaczenie. Nie dlatego, że jutro zobaczymy u nas ładowarki 500 kW. Bardziej dlatego, że kierunek rozwoju europejskiej infrastruktury staje się coraz bardziej oczywisty. Operatorzy będą musieli przygotować się na samochody 800 V, wyższe moce, krótsze postoje i znacznie większy ruch. Tesla właśnie pokazała, że zamierza pozostać jednym z liderów tego wyścigu.

A historia elektromobilności wielokrotnie udowadniała, że największe zmiany zaczynają się od jednej, z pozoru zwykłej stacji. A potem… to już leci z górki, jak to się mówi😉!

WhatsApp WhatsApp us