Tesla nie kończy na Cybercab…

Tesla nie kończy na Cybercab…

Tesla nie kończy na Cybercab… jak się okazuje to cały plan!

To dopiero początek robotaxi. Firma szykuje całą rodzinę autonomicznych samochodów.

Jeszcze niedawno zadawaliśmy sobie pytanie: kiedy Tesla wreszcie pokaże prawdziwe robotaxi?

Dzisiaj pytanie jest już trochę inne i wszyscy zastanawiają się nad tym co Tesla zrobi, kiedy Cybercab zacznie jeździć na dobre?

No i mamy troszkę więcej konkretów.

Podczas spotkania z analitykami JPMorgan, Tesla miała potwierdzić, że Cybercab jest tylko pierwszą formą pojazdu przeznaczonego dla floty Robotaxi. W przyszłości mają pojawić się kolejne typy autonomicznych samochodów. Jako przykład Tesla wskazała Robovana zaprezentowanego podczas wydarzenia „We, Robot” w 2024 roku.

I nagle układanka zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Bo być może Tesla wcale nie buduje jednego robotaxi.

Tesla buduje platformę autonomicznego transportu. Przynajmniej tak to wygląda…

A Cybercab jest po prostu jej pierwszym samochodem. Cybercab ma być tani.

Ale zacznijmy od podstaw

Cybercab został zaprojektowany jako niewielki, dwumiejscowy samochód pozbawiony kierownicy i pedałów. Jego zadaniem nie jest zastąpienie Modelu Y w rodzinnych podróżach.

Ma robić coś znacznie prostszego.

Wozić jedną albo dwie osoby możliwie tanio, jak najtaniej. 

Czy właśnie tak będą wyglądać nasze parkingi za kilka lat? Będą pełne autonomicznych pojazdów, takich jak Cybercab?

Impreza? Tak, po to jest ta nowa taksówka bez kierowcy😉. Ma zawieźć Ciebie i Twoją drugą połowę na imprezę. A po niej zamawiasz i Cybercab odwiezie Was do domu. Mimo wszelkich oznak spożycia napojów zawierających procenty. Po to jest to auto. Nie musisz siadać za kierownicą swojego samochodu. Nie spowodujesz żadnego zagrożenia po spożyciu. Zostaniesz bezpiecznie, lecz powoli odwieziony do miejsca zamieszkania. Tak, pasażerowie zwracają uwagę, że autonomiczne Tesle bez kierownicy, demonami prędkości nie są. Ale wcale być nie muszą. Ich zadanie jest proste i mają je wypełnić w sposób jak najbardziej bezpieczny. A czy to będzie trwało 20 minut czy 27… to już schodzi na dalszy plan.

Wracając do tylko dwóch siedzeń… Tesla od początku podkreślała, że taki układ ma sens ekonomiczny, ponieważ zdecydowana większość przejazdów odbywa się z niewielką liczbą pasażerów.

To ważne.

Bo kiedy samochód nie musi mieć kierownicy, pedałów, klasycznego stanowiska kierowcy ani całej infrastruktury związanej z prowadzeniem auta przez człowieka, można zacząć projektować go zupełnie inaczej.

Nie trzeba już budować samochodu dla kierowcy.

Można budować maszynę do przewożenia ludzi

I to jest zasadnicza różnica.

Tesla podczas prezentacji „We, Robot” przedstawiała Cybercab właśnie, jako autonomiczny transport punkt-punkt.

Tylko co z tymi wszystkimi ludźmi, którzy nie mieszczą się do Cybercaba?

No właśnie.

I tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie.

Dwumiejscowy Cybercab świetnie sprawdzi się wtedy, gdy ktoś jedzie sam do pracy. Albo na lotnisko. Po zakupy – też sobie świetnie poradzi. Albo po prostu zamawia samochód na przejazd po mieście.

Ale co w sytuacji, kiedy jedzie czteroosobowa rodzina?

Albo pięciu znajomych?

Co z dużym bagażem?

Co z osobą poruszającą się na wózku?

Co z przewozem towarów?

Co z transportem pracowników?

Co z dłuższą podróżą, podczas której pasażer chciałby pracować albo odpocząć?

Cybercab nie jest odpowiedzią na wszystkie te pytania.

I Tesla najwyraźniej zaczyna to otwarcie przyznawać.

Podczas spotkania opisanego przez JPMorgan, firma miała wskazać, że Cybercab jest tylko pierwszym „formatem” robotaxi, a w kolejnych latach mają pojawić się następne konstrukcje. To może oznaczać coś znacznie większego niż kolejny model w katalogu Tesli.

Robovan nie jest więc tylko efektownym prototypem

W 2024 roku podczas wydarzenia „We, Robot” Tesla pokazała obok Cybercaba także Robovana.

Wówczas łatwo było potraktować go, jako jeden z tych futurystycznych projektów, które dobrze wyglądają na scenie, ale trudno powiedzieć, co właściwie będzie z nimi dalej.

Dzisiaj sytuacja wygląda trochę inaczej.

Tesla nadal wymienia Robovana w swojej koncepcji autonomicznej przyszłości. Na oficjalnej stronie firmy pojazd opisany jest, jako autonomiczny środek transportu grup osób lub towarów – od transportu zbiorowego, przez budownictwo, po usługi gastronomiczne. (info:Tesla)

Podczas prezentacji w 2024 roku Musk mówił o pojeździe mogącym przewozić nawet 20 osób.

I teraz spójrzmy na to z perspektywy całego systemu.

Mamy:

Cybercab → 1–2 osoby

większy autonomiczny samochód → kilka osób

Robovan → duża grupa pasażerów lub towary

To zaczyna przypominać nie gamę samochodów. To zaczyna przypominać autonomiczny transport jako usługę. Widać, żeTesla może projektować samochody pod konkretne zadania.

Dzisiaj większość samochodów osobowych próbuje być wszystkim naraz.

Ma być wygodna i szybka. Ma dobrze wyglądać i przewozić rodzinę. Ma mieć bagażnik, najlepiej jak największy. Musi dobrze prowadzić się na autostradzie i najlepiej być super bezpieczna.

Musi być też szybka, żeby łatwo było wyprzedzać w trasie, na przykład 3 tiry jadące za sobą. I tak dalej…

W samochodzie autonomicznym część tych wymagań przestaje mieć znaczenie.

Jeżeli nie prowadzisz samochodu, po co potrzebujesz świetnej pozycji za kierownicą?

Po co kierownica?

Po co pedały?

Po co sportowe fotele ustawione w kierunku jazdy?

Po co ogromny tunel środkowy?

Po co projektować wnętrze wokół człowieka, który prowadzi?

Można zacząć projektować wnętrze wokół człowieka, który jedzie, pracuje na laptopie, słucha muzyki, śpi, rozmawia przez telefon. Wszystko oprócz kierowania pojazdem. I tutaj Tesla sama wskazuje potencjalne kierunki: pojazdy nastawione na większą liczbę pasażerów, komfort, pracę czy określone zastosowania.

To właśnie dlatego kolejne robotaxi mogą wyglądać zupełnie inaczej niż Cybercab

Wyobraźmy sobie Teslę, która nie sprzedaje samochodów. Sprzedaje przejazdy

To brzmi nieco kontrowersyjnie😉!

Ale dokładnie w tę stronę Tesla próbuje przesunąć ciężar swojej działalności. Bo klasyczny producent samochodów zarabia przede wszystkim wtedy, gdy sprzeda samochód. Tesla chce, żeby samochód zarabiał również później.

Samochód wyjeżdża z fabryki.

Następnie przez lata jeździ.

A kiedy właściciel śpi, pracuje albo po prostu nie korzysta z samochodu, pojazd może – przynajmniej w założeniu – wykonywać płatne przejazdy. I zarabiać. Niby ma to sens. Możesz zakupić 10 takich aut i one będą na ciebie zarabiać. Ale to tylko teoria, przynajmniej na razie.

Poza tym to zupełnie inny model biznesowy.

I właśnie dlatego Tesla od dawna patrzy na Robotaxi nie tylko jak na kolejny produkt motoryzacyjny.

W swoim raporcie rocznym Tesla oficjalnie potwierdziła, że po uruchomieniu Robotaxi w czerwcu 2025 roku, weszła na rynek autonomicznych usług przewozowych i planuje masową produkcję Cybercaba. Jednocześnie firma sama wskazuje, że sukces tego biznesu będzie zależał m.in. od akceptacji autonomicznego transportu przez klientów, regulacji i konkurencji.

Podsumujmy to co wiadomo…

Robotaxi jest już biznesem Tesli. Ale jeszcze nie wiadomo, jak dużym. I tutaj pojawia się liczba, której nie można ignorować: 380 tysięcy mil.

Tesla twierdzi, że jej autonomiczne Robotaxi przejechały już ponad 380 000 mil bez nadzoru człowieka, czyli ponad 611 tys. kilometrów.

Według Ashoka Elluswamy’ego, wiceprezesa Tesli odpowiedzialnego za AI, przejazdy odbywały się w sześciu miastach i dwóch stanach, a firma nie odnotowała w tym okresie „notable incidents”, czyli istotnych incydentów (słowo klucz!).

To jest konkretna liczba.

I trzeba ją uczciwie uznać.

Tesla zrobiła w obszarze autonomii realny postęp.

Ale równie uczciwie trzeba powiedzieć drugą rzecz.

380 tysięcy mil to wciąż niewiele w porównaniu z konkurencją.

Waymo podało w lutym 2026 roku, że jego pojazdy przejechały 127 mln mil w pełni autonomicznej jazdy, a w sierpniu firma informowała już o ponad 500 tys. w pełni autonomicznych przejazdów tygodniowo. (info: Waymo)

To nie oznacza, że Tesla przegrywa.

Oznacza natomiast, że wyścig dopiero się rozkręca. I Tesla wcale nie ma dzisiaj przewagi w liczbie komercyjnych autonomicznych przejazdów.

Jest jeszcze jeden problem. „Zero istotnych incydentów” nie oznacza „zero incydentów”

To ważne rozróżnienie.

Tesla podaje ponad 380 tys. mil bez nadzoru i zero istotnych incydentów.

Jednocześnie dane raportowane do NHTSA pokazują, że pojazdy Tesla wyposażone w system autonomicznej jazdy uczestniczyły w zdarzeniach drogowych. W części przypadków winę ponosiły inne pojazdy.

Były również zdarzenia, w których Tesla uderzała m.in. w obiekty przy małych prędkościach. Pojawiły się także przypadki związane z teleoperatorami. To nie jest argument przeciwko Robotaxi.

To jest argument za tym, żeby nie mylić dwóch różnych statystyk.

„Brak istotnych incydentów” jest czymś zupełnie innym niż „brak jakichkolwiek zdarzeń”. A to te drugie są celem Tesli. Autonomia musi być bezpieczna. Super bezpieczna. W 100%? Nie – tak się raczej nie da… ale bardzo blisko 99,5%? To możliwe. Nawet 99,9% jest osiągalne. Jednak tylko w sytuacji, kiedy pojazdy będą zupełnie pozbawione ludzkiego kierowcy.

Tak, to my ludzie jesteśmy słabym ogniwem i powodujemy wypadki. Pijemy alkohol, ćpamy, bierzemy leki, jesteśmy przemęczeni i często sfrustrowani. To wszystko wpływa negatywnie na bezpieczeństwo w ruchu samochodowym. Tymczasem elektronika? Nie ma uczuć. Nie denerwuje się. Jest zawsze „wypoczęta”. Analizuje wszystko w ułamkach milisekund. Znajduje najlepsze rozwiązanie zanim człowiek zauważy zagrożenie.

A jeśli wszystkie auta jeździłyby w trybie autonomicznym i były połączone ze sobą w jedną wielką sieć, bezpieczeńswtow w ruchu lądowym wzrosłoby do wskaźnika bardzo bliskiego 100%. Ale to przyszłość… dziś wygląda to inaczej:

Bo gdy człowiek popełnia błąd, mówimy:

„Kierowca się zagapił”.

Kiedy robi to samochód bez kierowcy, pytanie brzmi:

„Czy możemy pozwolić, żeby zrobił to ponownie?”

Cybercab już jest produkowany. Ale jest tutaj pewien haczyk

Tesla zrobiła kolejny ważny krok.

W II kwartale 2026 roku rozpoczęła produkcję Cybercaba, a produkcyjne egzemplarze zaczęły być testowane na drogach publicznych. W lipcu firma rozpoczęła również przejazdy pracowników Cybercabami na terenie Gigafactory Texas.

Tesla podaje przy tym ponad 125 tys. sztuk rocznej zainstalowanej zdolności produkcyjnej Cybercaba w Teksasie.

I tutaj pojawia się bardzo ważne „ale”.

Zainstalowana zdolność produkcyjna” nie oznacza faktycznej produkcji.

To zdolność linii, a nie liczba samochodów, które Tesla rzeczywiście produkuje każdego dnia.

Co więcej, w II kwartale Tesla złagodziła wcześniejsze sformułowania dotyczące osiągnięcia produkcji wolumenowej w 2026 roku. Firma nadal mówi o produkcji Cybercaba, ale zniknęło wcześniejsze wyraźne wskazanie na „volume production” w 2026 roku.

To drobna zmiana w języku.

Ale w Tesli takie drobne zmiany potrafią mieć duże znaczenie praktyczne.

Wiemy natomiast, że Tesla sama wskazuje na Robovana, jako przykład kolejnego formatu i że firma mówi o następnych typach pojazdów dla platformy Robotaxi.

To jest fakt.

Reszta to już przyszłość.

Tesla Robotaxi uzyskała zgodę na działalność w hrabstwie Clark, obejmującym Las Vegas, z możliwością wykorzystania do 5000 autonomicznych pojazdów w ramach przyznanego limitu. Firma nie musi oczywiście od razu wystawić na ulicę pięciu tysięcy samochodów. To maksymalny zakres wynikający z zezwolenia.I to pokazuje, że wyścig o autonomiczną mobilność właśnie przyspiesza.

Największy błąd? Patrzeć na Cybercaba, jak na kolejną Teslę

Moim zdaniem właśnie tutaj część rynku kompletnie źle interpretuje ten samochód.

Cybercab nie jest następcą Modelu 3.

Nie jest też „małą Teslą”.

Nie jest nawet klasycznym samochodem w rozumieniu, do którego przyzwyczaiła nas motoryzacja.

To narzędzie infrastruktury transportowej.

Tak jak autobus nie jest po prostu „dużym samochodem”, tak Cybercab nie jest po prostu „małym samochodem bez kierownicy”.

Jego sens zaczyna się dopiero wtedy, gdy patrzymy na niego razem z:

AI.

FSD.

Robotaxi.

ładowaniem.

telemetrią.

systemem zamawiania przejazdów.

flotą.

serwisem.

ubezpieczeniem.

produkcją.

i przede wszystkim — bardzo wysokim wykorzystaniem pojazdu.

Dopiero wtedy liczby zaczynają mieć sens.

Ale żeby nie było za różowo😉… jest jeden problem, którego nie rozwiąże nawet najlepiej zaprojektowany Robovan

Autonomia!

Bo można zaprojektować genialny samochód.

Można zrobić tanią baterię.

Można zbudować fabrykę zdolną produkować setki tysięcy pojazdów.

Można nawet stworzyć świetną aplikację.

Ale jeżeli samochód nie będzie wystarczająco bezpieczny i przewidywalny, cały model biznesowy się rozsypie.

I dlatego tak naprawdę najważniejszym produktem Tesli nie jest dziś Cybercab. Najważniejszym produktem jest FSD.

Cybercab jest tylko fizycznym nośnikiem tej technologii.

Tesla przygotowuje obecnie FSD v15, które według informacji firmy ma być dużym krokiem naprzód. System obejmuje siedem głównych technologii, z których około 40 proc. jest już testowane we flocie Robotaxi. Tesla uważa też FSD v15 za kluczowy etap, przed dalszym skalowaniem jazdy bez nadzoru.

I to jest właściwy punkt ciężkości.

Nie „czy Cybercab jest fajny?”.

Tylko:

czy Tesla potrafi sprawić, żeby miliony przejazdów miesięcznie odbywały się bez człowieka i bez sytuacji, których nie da się przewidzieć? W sensie, żeby w razie takiej sytuacji, auto potrafiło wyjść z takiej opresji bez szwanku. Śnieżyca, silny wiatr, ogromna ulewa. Znacie to… wycieraczki na full a i tak nic nie widać. Tak samo będą jeździły autonomiczne pojazdy. Zero litości ze strony ciągle zmieniającego się klimatu. Brak stabilności pogody. Grad i wichury w środku lata, 20 na plusie w grudniu, a potem śnieg w maju. Auto autonomiczne musi zawsze i wszędzie być gotowe na najgorsze. I to jest dziś największym wyzwaniem dla pełnej  autonomii.

Tesla właśnie zmienia definicję samochodu

Przez ponad sto lat samochód był produktem.

Kupowałeś go.

Tankowałeś albo ładowałeś.

Jeździłeś nim.

Parkowałeś.

Sprzedawałeś.

Tesla chce, żeby samochód stał się elementem sieci.

Jednym z wielu autonomicznych urządzeń, które mogą wykonywać usługę. Cybercab jest pierwszym bardzo wyraźnym przykładem takiego podejścia. A informacja, że mają pojawić się kolejne jego odmiany, jest ważna właśnie dlatego, że pokazuje zmianę myślenia.

Tesla nie chce mieć jednego robotaxi.

Chce mieć całą flotę robotaxi, dopasowanych do różnych potrzeb.

I jeżeli ten plan się powiedzie, największą zmianą nie będzie wcale to, że pewnego dnia zobaczymy Teslę bez kierownicy. Największą zmianą będzie moment, w którym przestaniemy pytać:

„Jaki samochód kupić?”

a zaczniemy pytać:

„Jaki samochód autonomiczny zamówić?”

I wtedy dopiero okaże się, czy Cybercab rzeczywiście był początkiem rewolucji.

Czy tylko kolejnym bardzo ambitnym projektem Tesli?

Na odpowiedź nie będziemy już chyba musieli czekać dekadę😉. Chociaż z Teslą nigdy nic nie wiadomo…

Źródło fot: Tesla, x.com/niccruzpatane

Belgia chce przyspieszyć zatwierdzenie FSD Tesli

Belgia chce przyspieszyć zatwierdzenie FSD Tesli

Belgia chce przyspieszyć zatwierdzenie Tesla FSD. I właśnie zaczyna się kolejny odcinek serialu FSD Tesli w Europie😉.

Jeszcze rok temu większość ludzi w Europie traktowała Full Self-Driving Tesli trochę jak internetową legendę. Coś, co „podobno działa” w USA, ale u nas raczej nigdy nie przejdzie przez regulatorów. Tak miało być… bo

Za dużo przepisów.
Za dużo ograniczeń.
Za dużo europejskiej ostrożności.

Tymczasem właśnie wydarzyło się coś, co może być początkiem prawdziwego trzęsienia ziemi na europejskim rynku motoryzacyjnym.

Belgia oficjalnie zaczęła analizować możliwość przyspieszonego dopuszczenia Tesla FSD po tym, jak holenderski urząd RDW wydał pierwszą zgodę dla systemu Tesli na drogach publicznych.

I choć na pierwszy rzut oka wygląda to, jak zwykła urzędnicza formalność, w rzeczywistości może chodzić o coś znacznie większego.

Bo Europa właśnie zaczyna rozumieć, że jeśli będzie zbyt długo blokować autonomiczną jazdę… może po prostu przespać kolejną technologiczną rewolucję.

To nie jest jeszcze autonomiczna jazda. Ale ludzie i tak będą się o to kłócić

Na początku trzeba uporządkować jedną rzecz, bo internet już zdążył zrobić z tego chaos.

Tesla FSD w Europie, nadal nie oznacza samochodu autonomicznego.
I Tesla oficjalnie sama to podkreśla.

Obecna wersja systemu funkcjonuje jako „FSD (Supervised)”, czyli system wspomagania kierowcy wymagający ciągłego nadzoru człowieka. Kierowca nadal musi kontrolować sytuację i być gotowy do przejęcia auta (kontroli) w każdej chwili.

Problem polega jednak na tym, że granica między „systemem wspomagania” a „autem jadącym praktycznie samemu” zaczyna się robić coraz bardziej płynna.

I właśnie to wywołuje dziś największe napięcia w Europie.

Holandia otworzyła drzwi. Belgia chce wejść zaraz za nią

Prawdziwy przełom nastąpił w momencie, kiedy holenderski RDW, czyli jeden z najważniejszych europejskich regulatorów rynku motoryzacyjnego, wydał Tesli warunkowe dopuszczenie FSD do ruchu drogowego.

To był moment, którego Tesla potrzebowała od lat.

Bo Europa działa trochę jak domino.

Jeśli jeden kraj przełamie barierę regulacyjną, kolejne zaczynają analizować możliwość uznania tej decyzji u siebie. I dokładnie to dzieje się teraz w Belgii.

Flandria, czyli północna część kraju, oficjalnie poprosiła Teslę o przekazanie dokumentacji użytej podczas procesu homologacji w Holandii. Minister mobilności Annick De Ridder otwarcie mówi o możliwości „szybkiej homologacji” systemu.

To bardzo ważny sygnał.

Bo jeszcze niedawno Europa głównie blokowała FSD.
Dziś zaczyna pytać, jak wdrożyć je szybciej. A to nieco niespotykany obrót sprawy.

Najciekawsze jest jednak coś zupełnie innego

Tesla nie walczy już tylko o możliwość używania FSD. Tesla walczy o przyszły model biznesowy całej motoryzacji.

I to jest znacznie większa historia niż sam autopilot.

Przez lata producenci samochodów zarabiali głównie na sprzedaży aut. Tesla coraz mocniej pokazuje, że prawdziwe pieniądze mogą leżeć gdzie indziej. W oprogramowaniu, subskrypcjach i usługach cyfrowych.

FSD jest tutaj kluczowe.

W USA abonament na FSD kosztuje obecnie około 99 dolarów miesięcznie. Tesla zaczęła już także wygaszać możliwość jednorazowego zakupu systemu w Europie.

I właśnie dlatego zatwierdzenie FSD w UE ma dla Tesli gigantyczne znaczenie finansowe. Bo nagle setki tysięcy europejskich Tesli, mogłyby zacząć generować stały miesięczny przychód.

Nie jednorazowy. Stały. Co miesiąc, czyli jak typowy abonament. Niektórzy nazywają to pasywnym dochodem. Bo dajesz klientowi coś – za co on płaci w małych miesięcznych płatnościach. I jeśli tylko go na to stać, to będzie płacił przez rok, dwa a może nawet i dziesięć lat.

A inwestorzy kochają właśnie takie modele biznesowe.

Europa nadal jednak bardzo Tesli nie ufa

I tutaj zaczyna się najciekawszy fragment całej historii.

Bo mimo optymizmu Muska, część europejskich regulatorów jest wobec FSD bardzo sceptyczna. Szczególnie kraje nordyckie, jak Szwecja, Finlandia, Dania czy Norwegia. Otwarcie podważają zarówno bezpieczeństwo systemu, jak i marketingowe nazewnictwo Tesli.

Regulatorzy zwracają uwagę między innymi na:

  • zachowanie systemu na śliskiej nawierzchni,
  • reakcje auta w trudnych warunkach pogodowych,
  • sposób komunikowania możliwości FSD użytkownikom,
  • ryzyko nadmiernego zaufania kierowców do systemu.

I trzeba uczciwie powiedzieć:
część tych obaw jest całkowicie uzasadniona. Szczególnie w krajach o takim klimacie jak cała Skandynawia. Bo znacie ten moment, kiedy w zimie jedziecie na Autopilocie (nie mówię nawet o FSD), i nagle auto zabite z przodu padającym śniegiem ślepnie i wyłącza funkcje wspomagania jazdy. No właśnie…

Tesla od lat balansuje na bardzo cienkiej granicy między marketingiem a rzeczywistymi możliwościami technologii. Właśnie o to mają pretensje szczególnie Skandynawowie.

mimo to Europa może nie mieć wyboru

Bo konkurencja nie śpi.

Chińskie marki inwestują gigantyczne pieniądze w autonomiczną jazdę. Amerykanie rozwijają systemy ADAS w błyskawicznym tempie. A Europa coraz bardziej zaczyna przypominać regulatora, który próbuje zatrzymać pociąg rozpędzony już dawno poza stacją.

I właśnie dlatego Belgia jest dziś tak ważna.

To może być pierwszy sygnał, że Europa powoli zaczyna zmieniać podejście:
z blokowania technologii… na próbę kontrolowanego dopuszczenia jej do rynku.

Paradoks Tesli jest wręcz fascynujący

Bo z jednej strony firma od lat obiecuje autonomiczną przyszłość.
Z drugiej, nadal wymaga pełnego nadzoru kierowcy.

Z jednej strony regulatorzy mają ogromne wątpliwości.
Z drugiej, kolejne kraje zaczynają analizować szybkie wdrożenia.

I gdzieś pomiędzy tym wszystkim znajduje się zwykły kierowca Tesli, który po prostu chce nacisnąć jeden przycisk… i pojechać. Problem polega na tym, że Europa jeszcze nie zdecydowała, czy jest na to gotowa.

Ale po ruchu Belgii widać już wyraźnie:
ta dyskusja właśnie weszła w zupełnie nową fazę. I jeśli to pójdzie w tym kierunku, to może się okazać że „nadzorowane” FSD stanie się europejskim standardem aut Tesli.

Najważniejsze pytanie brzmi dziś inaczej niż jeszcze rok temu

To już nie jest pytanie:
„czy FSD pojawi się w Europie?”

To pytanie:
„jak szybko Europa zaakceptuje fakt, że software zaczyna przejmować kontrolę nad motoryzacją?”

A odpowiedź może nadejść szybciej, niż wielu osobom się wydaje.

Fot: tesla.comsupportfsd

WhatsApp WhatsApp us